niedziela, 2 lutego 2014

To zadzi­wiające jak nasze sa­mopoczu­cie może za­leżeć od blis­kich nam osób.

Od pół godziny nie spałam, a właściwie nie mogłam spać, bo mama, Margaret i Bonnie dobijały się do pokoju. Nie było najgorzej, bo jeszcze nie wyważyły drzwi. Zresztą, i tak byłam zamknięta w łazience. Nie wiem, na jak długo odleciałam, ale okropnie bolał mnie kręgosłup. Po głowie ciągle krążyło mi to, co wcześniej powiedział Cameron. Kobieta, która mnie wychowała, nie była moją matką. A ja jestem wynikiem jakiegoś eksperymentu. No i mój biologiczny ojciec mnie szuka. Wyśmienicie. Szczerze, to myślałam już o tym, żeby się pociąć. Ale co by to dało? Dowiodło by tylko, że jestem zakompleksioną, bezrozumną małolatą, nie radzącą sobie z własnym życiem. Nie chciałam taka być. Chciałam pokazać wszystkim, że jestem w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Tylko że za każdym razem, kiedy już myślałam, że najgorsze za mną, działa się kolejna tragedia. I do tego Cam... Chodził z moją matką! Ciekawa byłam, ile miał lat. Pewnie dużo więcej ode mnie.
 Znowu usłyszałam pukanie do drzwi. Tym razem cichsze, delikatniejsze. Więc nagle postanowiły być delikatne. Super. Jakbym usłyszała Kochanie otwórz, tu mama! to chyba bym zwymiotowała.
- Eva! Zlituj się, jest szósta rano, ludzie chcą spać, więc z łaski swojej otwórz te drzwi. - Stanowczy głos Camerona. Świetnie. Jeszcze jego do mnie przywiało. Weszłam do pokoju i usiadłam pod drzwiami. - Cholera, no! Jak się nie wyśpię, to będę brzydki, naprawdę chcesz się teraz nade mną znęcać? - Spytał już nieco weselszym tonem.
- Za to co zrobiłeś, tak! Chcę! - Wrzasnęłam waląc pięścią w drzwi tak, że aż mnie ręka rozbolała.
- A co ja takiego zrobiłem? Powiedziałem Ci prawdę, tak, jak chciałaś! - Słyszałam jak osuwa się na ziemię i siada pod drzwiami. Mogłam się wcale nie odzywać.
- Najwyraźniej nie wszystko mi jeszcze wyjaśniłeś, bo nadal mam miliony pytań. - Powiedziałam już nieco bardziej opanowana.
- Otwórz drzwi, to odpowiem na wszystkie, o ile będę w stanie. - Przyznaję, był przekonywujący. I nie wiem czemu, ale wstałam i przekręciłam klucz w zamku. Otworzyłam drzwi i oparłam się o futrynę, zagradzając wejście do pokoju.
- Doprawdy? - Stanęłam na przeciwko niego i zanim zdążyłam zareagować przykuł kajdankami swoją rękę do mojej. - Co ty do cholery wyrabiasz? - Wrzasnęłam, a echo rozniosło się po pustym korytarzu.
- Czyste środki bezpieczeństwa. - Mruknął z uśmiechem.
- W tej chwili to zdejmij! - Krzyknęłam. Czułam, jak robię się czerwona ze złości.
- Sorry, ale nie dam rady. Nie mam klucza. - Powiedział z jeszcze większym uśmiechem. No, wtedy już kipiałam ze złości. Po co, ja głupia, w ogóle wyłaziłam z tej łazienki? Trzeba było mi tam siedzieć!
Słysząc czyjeś kroki, szarpnęłam szybko ręką, ciągnąc za sobą Camerona. Przekręciłam klucz w zamku i znowu znalazłam się w swoim pokoju. Ale do jasnej cholery, nie sama. A on oparł się o drzwi najwyraźniej zadowolony z siebie.
- Co się tak szczerzysz? Zadowolony z siebie jesteś? - Spytałam patrząc na niego groźnie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - Odciął się ten z tym swoim głupawym uśmieszkiem.
- Cam, gdzie ty jesteś? - Usłyszałam głos Caleba za drzwiami.
- Tutaj, z Evą! - Krzyknął czarnowłosy, przystawiając ucho do drzwi.
- Jeżeli to mnie miało uspokoić, to osiągnąłeś odwrotny efekt. W tej chwili wyłaź! Ale już! - Wrzasnął tamten spanikowany, waląc pięściami w drzwi.
- Nikt tu nie wejdzie, ani nikt stąd nie wyjdzie, dopóki Cam nie wyjaśni mi wszystkiego po kolei. - Wcięłam się, a Caleb ponownie zaczął bić biedne drzwi. Pewnie też miały już tego wszystkiego dosyć.
- Myślisz, że zostawię cię z nim samą? - Wrzasnął po chwili.
- Owszem, ponieważ doskonale wiesz o tym, że jej nie skrzywdzę. A poza tym myślisz, że jak mnie do siebie przekonasz, to będziesz miał jakiekolwiek szanse u mojej kochanej siostrzyczki. - Mruknął Cam z tajemniczym uśmiechem na twarzy, który szczerze mówiąc się mi nie podobał.
- Skąd o tym wiesz? - Powiedział po chwili ciszy blondyn, już bardziej opanowany.
- Już dawno cię rozpracowałem, Cal. Może i nasza przyjaźń nic dla Ciebie nie znaczyła, ale obaj wiemy, że nigdy nie przestałeś kochać Hany. To proste. - Dokończył, ale uśmiech zniknął z jego twarzy. Jakby bolało go to, co mówił.
- Zrozum kretynie, że ja to wszystko robiłem dla Ciebie! - Wrzasnął tamten zza drzwi, a Cam w jednej chwili przekręcił kluczyk w zamku, i nie patrząc na mnie, stanął oko w oko z blondynem. - Gdybym wtedy im nie pomógł, już byś nie żył! Kiedy to w końcu do Ciebie dotrze?
- Wolałbym zdechnąć, niż gnić przez ostatnie trzy lata w pudle. Gdybyś był prawdziwym przyjacielem, to...
- To co? Dałbym cię zabić? Zawsze próbowałem cię chronić! To ja namówiłem Margaret, żebyś mógł pomóc w odszukaniu Evy. To dzięki mnie teraz jesteś tu, a nie w celi, gdzie z resztą powinieneś być. - Dokończył Caleb, patrząc Camowi prosto w oczy.
- I co? Mam z tego powodu być ci, kurwa, wdzięczny? Tego chcesz? Nie zapominaj, że zanim mnie spotkałeś, byłeś zwykłym ćpunem, którego rodzice postanowili się pozbyć, bo przynosił wstyd rodzinie. To dzięki mnie wyszedłeś na prostą. Dałem ci dom i prawdziwą rodzinę, której ty nigdy nie miałeś! - Stałam za Camem, modląc się w duchu, żeby nie wybuchł. Czarnooki z trudem panował nad złością. - Nie nienawidziłem cię za to, jakiego dokonałeś wyboru. Ale Hana? Nawet nie wiesz, jak przeżywała to, że nas zdradziłeś. A ja przyrzekłem sobie, że ci tego nie daruję. Nie daruję ci tego, że rozkochałeś ją w sobie, a potem porzuciłeś, jak jakąś rzecz. Jednego dnia jesteśmy całą paczką w klubie... Tak, w Zielonym Kocie. Pamiętasz ten wieczór? Ja, ty, Hana, Tristan, Nicky, Rocket, Xander, Loca i Erica. I cała masa znajomych, gratulujących nam powodzenia ostatniej akcji. Musiałeś wyjść, pogadać z kumplem. Nie wiem, jakim cudem Xanderowi i dziewczynom udało się uciec, ale chwała im za to. I miesiąc później, kiedy nas już skazali. Przyszedłeś do mnie na widzenie, jakby nigdy nic, tłumacząc wszystko...
- No właśnie! - Przerwał mu Caleb, wyglądając, jakby Cam właśnie go uderzył. Zauważyłam, że blondyn w oczach miał łzy, co muszę przyznać trochę mnie zdziwiło. - Pamiętasz jak wtedy do Ciebie przyszedłem? Rzuciłeś się na mnie. Mogłeś mnie wtedy zabić, zanim cię odciągnęli. Więc dlaczego mi darowałeś? - Spytał, patrząc Cameronowi prosto w oczy. Czarnooki utkwił wzrok w podłodze, po czym przeczesał ręką włosy.
- Może dlatego... Że ona wciąż coś do ciebie czuje. I gdybym Cię wtedy zabił, to ona by mi tego nigdy nie wybaczyła... Ale nie dopuszczę do tego, żebyś znowu ją skrzywdził. I jeżeli ty też coś do niej czujesz, to zostawisz przynajmniej ją w spokoju. - Powiedział cicho, jakby do siebie, po czym spojrzał ponownie na blondyna. Caleb długo wpatrywał się w podłogę, aż w końcu podniósł wzrok na mnie, kompletnie ignorując ciemnowłosego. 
- Macie pół godziny. A jutro rano przysyłają po ciebie samolot. Wracasz do Los Angeles. To był mój błąd, że w ogóle cię w to zamieszałem. A tę rozmowę możemy uznać za zakończoną. - Powiedział oficjalnym tonem Caleb, rozkuwając nas, po czym ruszył szybkim krokiem w stronę końca korytarza.
Cameron zamknął drzwi, po czym osunął się na podłogę, opierając głowę o ścianę. A ja? Kompletnie nie wiedziałam, co mam zrobić. Więc po prostu usiadłam obok, przysuwając się do niego. Może powinnam się go bać, ale wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie. Właściwie, to był jedyną osobą, która starała się być ze mną szczera. I może powinnam go winić za ten cały pieprznik w moim życiu, ale on przecież tylko chciał mi pomóc.
- No, to co chcesz wiedzieć, piękna? - Odwrócił twarz w moją stronę. Miał śliczne, czarne oczy. Pomyślałam... A z resztą, nie ważne, co wtedy pomyślałam. Miałam mało czasu, a mnóstwo pytań.
- Po pierwsze, ile tak właściwie ty masz lat? - To było pierwsze, co mi przyszło na myśl.
- Od razu takie trudne? - Spytał z udawanym wyrzutem.
- Powiedziałeś, że w miarę możliwości odpowiesz na wszystkie. A to chyba cię nie przerasta?
- Mam trzydzieści osiem lat. A właściwie skończę, w czerwcu. Młodo wyglądam, jak na swój wiek, prawda? - Spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Czyli ja też będę tak wyglądała za dwadzieścia lat? - Spytałam zdziwiona, bo po prostu mnie zatkało. Nie wyglądał nawet na dwadzieścia pięć, nie mowa o prawie czterdziestu. - I takie pytanko, które nie daje mi spokoju. Dlaczego tak właściwie, ja... My jesteśmy tacy wyjątkowi? - Dokończyłam, a Cam wyglądał, jakby czekał na to pytanie.
- Mówiłem już, że mamy wyostrzone zmysły. Naukowcy, którzy eksperymentowali na naszych rodzicach, wykorzystywali geny zwierząt. To uaktywnia się w wieku kilkunastu lat, w późnym okresie dojrzewania. Za jakiś czas ty też przez to przejdziesz. - Widząc, że nie wiele rozumiem, mówił dalej: - Za kilka miesięcy zacznie się u ciebie przemiana po której niektóre rzeczy będziesz w stanie robić lepiej i szybciej niż inni. Caleb na przykład, potrafi dłużej niż inni wstrzymywać powietrze i doskonale pływa, oraz jest bardziej odporny na zimno. Mój przyjaciel, Tristan, jest dużo silniejszy, od przeciętnego człowieka. Moja siostra Hana, ma świetny słuch. Ty też w czymś bedziesz wyjątkowa. To kwestia czasu. - Spojrzał na mnie, jakby chcąc coś dodać, ale się powstrzymał.
- Jak u wampirów? - Spytałam , bo zaczynało mi się to podobać.
- Za dużo książek fantasy się naczytałaś. Mimo wszystko, nie musimy pić krwi i nie boimy się promieni słońca. No i nasze umiejętności nie są aż tak bardzo rozwinięte. - Powiedział z uśmiechem na twarzy, na co odpowiedziałam tym samym, ale spoważniałam, przypominając sobie coś, o co bardzo chciałam go spytać.
- Czemu ja dla agencji jestem taka cenna i co oni teraz właściwie chcą ze mną robić? - Spojrzałam na niego, a on uniósł głowę, i popatrzył w sufit.
- Będą próbowali wyszkolić cię najlepiej, jak to tylko możliwe. Tylko, że agencja nie przewiduje tego, że Zack, czyli twój biologiczny ojciec, wszędzie ma swoich szpiegów. - Powiedział cicho, patrząc na mnie. - Nie martw się. Przewidziałem to, że nie będą mnie tu wiecznie trzymać i wcześniej czy później wrócę do Los Angeles. - Spojrzał mi prosto w oczy, a jego usta były dosłownie centymetr od moich tak, że czułam jego oddech na swojej skórze. - Pamiętaj. W agencji są moi ludzie, którzy mają za zadanie oddać za ciebie życie, w razie konieczności. Musisz tylko mi zaufać. Nigdy nie zostawiłem i nigdy nie zostawię cię samej. Przysięgałem to twojej matce i przysięgam to tobie. Wyciągnę cię stąd.- Powiedział tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć. - Zależy mi na tobie. -Dokończył.
Patrzyłam na jego usta, które po wypowiedzeniu tych słów delikatnie dotknęły moich. Cam położył mi rękę na plecach, i przyciągnął mnie mocniej do siebie. Całował mnie delikatnie, jakby bał się, że będę kazała mu przestać. Ale ja wcale nie miałam takiego zamiaru. Nie wiem, czemu, ale odwzajemniłam pocałunek, siadając na jego kolanach. W pewnym momencie przestał i spojrzał na mnie z miną winowajcy.
- Eva, nie powinniśmy... To... - Urwał, jakby nie wiedząc, co powiedzieć. Nie, Eva. Nie zarumienisz się właśnie teraz. Pomyślałam.
- Po prostu mnie nie zostawiaj. Chociaż ty bądź prawdziwy i mnie nie zostawiaj... - Pocałowałam go mocniej.
 Usłyszałam czyjeś kroki na korytarzu. Cholera, tak szybko? Cam odsunął się ode mnie, z przepraszającym uśmiechem, po czym podniósł się i podał mi rękę, a ja zrobiłam to samo.
- Przepraszam, piękna. - Powiedział cicho, i ucałował mnie w czoło. - wrócę po Ciebie, obiecuję. -Szepnął, wręczając mi coś do ręki. Zacisnęłam ją mocno.
Cameron otworzył drzwi, za którymi stał Caleb i dwóch znajomych mi już mężczyzn, w czarnych strojach. Cameron wyszedł z pokoju, a jeden z nich skuł go, i wraz z drugim bez słowa poprowadził korytarzem.
- Mam nadzieję, że nic ci nie zrobił? - Spytał Caleb, przyglądając mi się uważnie.
- Nie, oczywiście, że nie. - Słabo się uśmiechnęłam. - Wyjaśnił mi niektóre kwestie i to wszystko. Sorry, ale mam ochotę pobyć sama, także... - Spojrzałam na niego wymownie mając nadzieję, że zrozumie aluzję.
- Dobrze, Bonnie niedługo przyjdzie. Wyśpij się, bo jutro rano chyba wybieracie się na zakupy. - Mruknął niewyraźnie, ruszając w stronę wyjścia.
Zamknęłam drzwi za sobą, przypominając sobie słowa Camerona. Zależy mi na tobie. Jak to pięknie brzmiało w jego ustach. Rozprostowałam dłoń, w której trzymałam... Srebrny wisiorek w kształcie prostokąta, z napisem VIP i ozdobnymi znaczkami. Na odwrocie natomiast widniały inicjały C.K.P  Poszłam do łazienki i nie zastanawiając się, zapięłam go sobie na szyi. Był śliczny. Prawie niewidoczny. Z uśmiechem na ustach poszłam do łóżka i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem zmęczona. Zasnęłam, bawiąc się małym wisiorkiem.
 Za dłuuugi... Wiem, czytam w komentarzach, że te dłuższe są lepsze, ale ja was nie chcę na śmierć zanudzić. W tym rozdziale nie wiele się dzieje, Cam chyba od nas odchodzi moje drogie, ja osobiście smutam, nie wiem jak wy. :P Z komentarzami nie było źle, więc jestem usatysfakcjonowana, trzymajcie tak dalej. I chciała bym serio przeprosić za ten błąd ortograficzny, który wkradł się do poprzedniego rozdziału. Mój mózg nie chce pracować po godzinie dwudziestej drugiej. :P Następny rozdział 7/8 luty. ( o ile nie opuścicie się z komentarzami).Pozdrawiam:*
Sekretna