Od pół
godziny nie spałam, a właściwie nie mogłam spać, bo mama,
Margaret i Bonnie dobijały się do pokoju. Nie było najgorzej, bo
jeszcze nie wyważyły drzwi. Zresztą, i tak byłam zamknięta w
łazience. Nie wiem, na jak długo odleciałam, ale okropnie bolał mnie
kręgosłup. Po głowie ciągle krążyło mi to, co wcześniej
powiedział Cameron. Kobieta, która mnie wychowała, nie była moją
matką. A ja jestem wynikiem jakiegoś eksperymentu. No i mój
biologiczny ojciec mnie szuka. Wyśmienicie. Szczerze, to myślałam
już o tym, żeby się pociąć. Ale co by to dało? Dowiodło by
tylko, że jestem zakompleksioną, bezrozumną małolatą, nie
radzącą sobie z własnym życiem. Nie chciałam taka być. Chciałam
pokazać wszystkim, że jestem w stanie sobie z tym wszystkim
poradzić. Tylko że za każdym razem, kiedy już myślałam, że
najgorsze za mną, działa się kolejna tragedia. I do tego
Cam... Chodził z moją matką! Ciekawa byłam, ile miał lat. Pewnie
dużo więcej ode mnie.
Znowu usłyszałam pukanie do drzwi. Tym razem cichsze, delikatniejsze. Więc nagle postanowiły być delikatne. Super. Jakbym usłyszała Kochanie otwórz, tu mama! to chyba bym zwymiotowała.
Znowu usłyszałam pukanie do drzwi. Tym razem cichsze, delikatniejsze. Więc nagle postanowiły być delikatne. Super. Jakbym usłyszała Kochanie otwórz, tu mama! to chyba bym zwymiotowała.
- Eva! Zlituj się, jest szósta rano, ludzie chcą spać, więc z łaski
swojej otwórz te drzwi. - Stanowczy głos Camerona. Świetnie.
Jeszcze jego do mnie przywiało. Weszłam do pokoju i usiadłam pod
drzwiami. - Cholera, no! Jak się nie wyśpię, to będę brzydki,
naprawdę chcesz się teraz nade mną znęcać? - Spytał już nieco
weselszym tonem.
- Za to co zrobiłeś, tak! Chcę! - Wrzasnęłam waląc pięścią w drzwi
tak, że aż mnie ręka rozbolała.
- A co ja
takiego zrobiłem? Powiedziałem Ci prawdę, tak, jak chciałaś! -
Słyszałam jak osuwa się na ziemię i siada pod drzwiami. Mogłam się wcale nie odzywać.
- Najwyraźniej
nie wszystko mi jeszcze wyjaśniłeś, bo nadal mam miliony pytań. -
Powiedziałam już nieco bardziej opanowana.
- Otwórz
drzwi, to odpowiem na wszystkie, o ile będę w stanie. - Przyznaję,
był przekonywujący. I nie wiem czemu, ale wstałam i przekręciłam
klucz w zamku. Otworzyłam drzwi i oparłam się o futrynę,
zagradzając wejście do pokoju.
- Doprawdy? -
Stanęłam na przeciwko niego i zanim zdążyłam zareagować przykuł
kajdankami swoją rękę do mojej. - Co ty do cholery wyrabiasz? - Wrzasnęłam, a echo rozniosło się po pustym korytarzu.
- Czyste
środki bezpieczeństwa. - Mruknął z uśmiechem.
- W tej
chwili to zdejmij! - Krzyknęłam. Czułam, jak robię się czerwona
ze złości.
- Sorry,
ale nie dam rady. Nie mam klucza. - Powiedział z jeszcze większym
uśmiechem. No, wtedy już kipiałam ze złości. Po co, ja głupia, w ogóle wyłaziłam z tej łazienki? Trzeba było mi tam
siedzieć!
Słysząc czyjeś kroki, szarpnęłam szybko ręką, ciągnąc za sobą Camerona. Przekręciłam klucz w zamku i znowu znalazłam się w swoim pokoju. Ale do jasnej cholery, nie sama. A on oparł się o drzwi najwyraźniej zadowolony z siebie.
Słysząc czyjeś kroki, szarpnęłam szybko ręką, ciągnąc za sobą Camerona. Przekręciłam klucz w zamku i znowu znalazłam się w swoim pokoju. Ale do jasnej cholery, nie sama. A on oparł się o drzwi najwyraźniej zadowolony z siebie.
- Co się
tak szczerzysz? Zadowolony z siebie jesteś? - Spytałam patrząc na
niego groźnie.
- Nawet
nie wiesz, jak bardzo. - Odciął się ten z tym swoim głupawym uśmieszkiem.
- Cam, gdzie ty jesteś? - Usłyszałam głos Caleba za drzwiami.
- Tutaj,
z Evą! - Krzyknął czarnowłosy, przystawiając ucho do drzwi.
- Jeżeli
to mnie miało uspokoić, to osiągnąłeś odwrotny efekt. W tej
chwili wyłaź! Ale już! - Wrzasnął tamten spanikowany,
waląc pięściami w drzwi.
- Nikt tu
nie wejdzie, ani nikt stąd nie wyjdzie, dopóki Cam nie wyjaśni mi
wszystkiego po kolei. - Wcięłam się, a Caleb ponownie zaczął bić biedne drzwi. Pewnie też miały już tego wszystkiego dosyć.
- Myślisz,
że zostawię cię z nim samą? - Wrzasnął po chwili.
- Owszem,
ponieważ doskonale wiesz o tym, że jej nie skrzywdzę. A poza tym myślisz, że jak mnie do siebie przekonasz, to będziesz miał
jakiekolwiek szanse u mojej kochanej siostrzyczki. - Mruknął Cam z
tajemniczym uśmiechem na twarzy, który szczerze mówiąc się mi
nie podobał.
- Skąd o tym wiesz? - Powiedział po chwili ciszy blondyn, już bardziej
opanowany.
- Już
dawno cię rozpracowałem, Cal. Może i nasza przyjaźń nic dla
Ciebie nie znaczyła, ale obaj wiemy, że nigdy nie przestałeś
kochać Hany. To proste. - Dokończył, ale uśmiech zniknął z jego
twarzy. Jakby bolało go to, co mówił.
- Zrozum
kretynie, że ja to wszystko robiłem dla Ciebie! - Wrzasnął tamten
zza drzwi, a Cam w jednej chwili przekręcił kluczyk w zamku, i nie
patrząc na mnie, stanął oko w oko z blondynem. - Gdybym wtedy im
nie pomógł, już byś nie żył! Kiedy to w końcu do Ciebie
dotrze?
- Wolałbym
zdechnąć, niż gnić przez ostatnie trzy lata w pudle. Gdybyś był
prawdziwym przyjacielem, to...
- To co?
Dałbym cię zabić? Zawsze próbowałem cię chronić! To ja
namówiłem Margaret, żebyś mógł pomóc w odszukaniu Evy. To
dzięki mnie teraz jesteś tu, a nie w celi, gdzie z resztą
powinieneś być. - Dokończył Caleb, patrząc Camowi prosto w oczy.
- I co?
Mam z tego powodu być ci, kurwa, wdzięczny? Tego chcesz? Nie
zapominaj, że zanim mnie spotkałeś, byłeś zwykłym ćpunem,
którego rodzice postanowili się pozbyć, bo przynosił wstyd
rodzinie. To dzięki mnie wyszedłeś na prostą. Dałem ci dom i
prawdziwą rodzinę, której ty nigdy nie miałeś! - Stałam za
Camem, modląc się w duchu, żeby nie wybuchł. Czarnooki z trudem
panował nad złością. - Nie nienawidziłem cię za to, jakiego
dokonałeś wyboru. Ale Hana? Nawet nie wiesz, jak przeżywała to,
że nas zdradziłeś. A ja przyrzekłem sobie, że
ci tego nie daruję. Nie daruję ci tego, że rozkochałeś ją w
sobie, a potem porzuciłeś, jak jakąś rzecz. Jednego dnia
jesteśmy całą paczką w klubie... Tak, w Zielonym Kocie. Pamiętasz
ten wieczór? Ja, ty, Hana, Tristan, Nicky, Rocket, Xander, Loca i
Erica. I cała masa znajomych, gratulujących nam powodzenia ostatniej
akcji. Musiałeś wyjść, pogadać z kumplem. Nie wiem, jakim cudem
Xanderowi i dziewczynom udało się uciec, ale chwała im za to. I
miesiąc później, kiedy nas już skazali. Przyszedłeś do mnie na
widzenie, jakby nigdy nic, tłumacząc wszystko...
- No
właśnie! - Przerwał mu Caleb, wyglądając, jakby Cam właśnie go
uderzył. Zauważyłam, że blondyn w oczach miał łzy, co muszę
przyznać trochę mnie zdziwiło. - Pamiętasz jak wtedy do Ciebie
przyszedłem? Rzuciłeś się na mnie. Mogłeś mnie wtedy zabić,
zanim cię odciągnęli. Więc dlaczego mi darowałeś? - Spytał,
patrząc Cameronowi prosto w oczy. Czarnooki utkwił wzrok w
podłodze, po czym przeczesał ręką włosy.
- Może
dlatego... Że ona wciąż coś do ciebie czuje. I gdybym Cię wtedy
zabił, to ona by mi tego nigdy nie wybaczyła... Ale nie dopuszczę
do tego, żebyś znowu ją skrzywdził. I jeżeli ty też coś do
niej czujesz, to zostawisz przynajmniej ją w spokoju. - Powiedział
cicho, jakby do siebie, po czym spojrzał ponownie na blondyna. Caleb długo wpatrywał się w podłogę, aż w końcu podniósł wzrok na mnie, kompletnie ignorując ciemnowłosego.
- Macie pół godziny. A jutro rano przysyłają po ciebie samolot.
Wracasz do Los Angeles. To był mój błąd, że w ogóle cię w to
zamieszałem. A tę rozmowę możemy uznać za zakończoną. -
Powiedział oficjalnym tonem Caleb, rozkuwając nas, po czym ruszył
szybkim krokiem w stronę końca korytarza.
Cameron
zamknął drzwi, po czym osunął się na podłogę, opierając głowę
o ścianę. A ja? Kompletnie nie wiedziałam, co mam zrobić. Więc
po prostu usiadłam obok, przysuwając się do niego. Może powinnam
się go bać, ale wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie. Właściwie, to był jedyną osobą, która starała się być ze mną szczera. I może powinnam go winić za ten
cały pieprznik w moim życiu, ale on przecież tylko chciał mi
pomóc.
- No, to
co chcesz wiedzieć, piękna? - Odwrócił twarz w moją stronę. Miał
śliczne, czarne oczy. Pomyślałam... A z resztą, nie ważne, co
wtedy pomyślałam. Miałam mało czasu, a mnóstwo pytań.
- Po
pierwsze, ile tak właściwie ty masz lat? - To było pierwsze, co mi
przyszło na myśl.
- Od razu
takie trudne? - Spytał z udawanym wyrzutem.
- Powiedziałeś,
że w miarę możliwości odpowiesz na wszystkie. A to chyba cię nie
przerasta?
- Mam trzydzieści osiem lat. A właściwie skończę, w czerwcu. Młodo wyglądam, jak na
swój wiek, prawda? - Spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Czyli
ja też będę tak wyglądała za dwadzieścia lat? - Spytałam zdziwiona, bo po
prostu mnie zatkało. Nie wyglądał nawet na dwadzieścia pięć, nie mowa o prawie czterdziestu. - I takie pytanko, które nie daje mi spokoju. Dlaczego
tak właściwie, ja... My jesteśmy tacy wyjątkowi? - Dokończyłam, a
Cam wyglądał, jakby czekał na to pytanie.
- Mówiłem
już, że mamy wyostrzone zmysły. Naukowcy, którzy eksperymentowali na naszych rodzicach, wykorzystywali geny zwierząt. To uaktywnia się
w wieku kilkunastu lat, w późnym okresie dojrzewania. Za jakiś czas ty też przez to przejdziesz. - Widząc, że nie wiele rozumiem, mówił dalej: - Za kilka
miesięcy zacznie się u ciebie przemiana po której niektóre rzeczy będziesz w stanie robić
lepiej i szybciej niż inni. Caleb na przykład, potrafi dłużej niż
inni wstrzymywać powietrze i doskonale pływa, oraz jest bardziej
odporny na zimno. Mój przyjaciel, Tristan, jest dużo silniejszy, od
przeciętnego człowieka. Moja siostra Hana, ma świetny słuch. Ty
też w czymś bedziesz wyjątkowa. To kwestia czasu. - Spojrzał na
mnie, jakby chcąc coś dodać, ale się powstrzymał.
- Jak u
wampirów? - Spytałam , bo zaczynało mi się to podobać.
- Za dużo
książek fantasy się naczytałaś. Mimo wszystko, nie musimy pić
krwi i nie boimy się promieni słońca. No i nasze umiejętności
nie są aż tak bardzo rozwinięte. - Powiedział z uśmiechem na
twarzy, na co odpowiedziałam tym samym, ale spoważniałam,
przypominając sobie coś, o co bardzo chciałam go spytać.
- Czemu
ja dla agencji jestem taka cenna i co oni teraz właściwie chcą ze
mną robić? - Spojrzałam na niego, a on uniósł głowę, i popatrzył
w sufit.
- Będą
próbowali wyszkolić cię najlepiej, jak to tylko możliwe. Tylko,
że agencja nie przewiduje tego, że Zack, czyli twój biologiczny
ojciec, wszędzie ma swoich szpiegów. - Powiedział cicho, patrząc na
mnie. - Nie martw się. Przewidziałem to, że nie będą mnie tu
wiecznie trzymać i wcześniej czy później wrócę do Los
Angeles. - Spojrzał mi prosto w oczy, a jego usta były dosłownie
centymetr od moich tak, że czułam jego oddech na swojej
skórze. - Pamiętaj. W agencji są moi ludzie, którzy mają za
zadanie oddać za ciebie życie, w razie konieczności. Musisz tylko
mi zaufać. Nigdy nie zostawiłem i nigdy nie zostawię cię samej.
Przysięgałem to twojej matce i przysięgam to tobie. Wyciągnę
cię stąd.- Powiedział tak cicho, że tylko ja mogłam to
usłyszeć. - Zależy mi na tobie. -Dokończył.
Patrzyłam na jego usta, które po wypowiedzeniu tych słów
delikatnie dotknęły moich. Cam położył mi rękę na plecach, i
przyciągnął mnie mocniej do siebie. Całował mnie delikatnie,
jakby bał się, że będę kazała mu przestać. Ale ja wcale nie
miałam takiego zamiaru. Nie wiem, czemu, ale odwzajemniłam
pocałunek, siadając na jego kolanach. W pewnym momencie przestał i
spojrzał na mnie z miną winowajcy.
- Eva,
nie powinniśmy... To... - Urwał, jakby nie wiedząc, co powiedzieć.
Nie, Eva. Nie zarumienisz się właśnie teraz. Pomyślałam.
- Po
prostu mnie nie zostawiaj. Chociaż ty bądź prawdziwy i mnie nie zostawiaj... - Pocałowałam
go mocniej.
Usłyszałam czyjeś kroki na korytarzu. Cholera, tak szybko? Cam odsunął się ode mnie, z przepraszającym uśmiechem, po czym podniósł się i podał mi rękę, a ja zrobiłam to samo.
Usłyszałam czyjeś kroki na korytarzu. Cholera, tak szybko? Cam odsunął się ode mnie, z przepraszającym uśmiechem, po czym podniósł się i podał mi rękę, a ja zrobiłam to samo.
- Przepraszam, piękna. - Powiedział cicho, i ucałował mnie w czoło. - wrócę po
Ciebie, obiecuję. -Szepnął, wręczając mi coś do ręki.
Zacisnęłam ją mocno.
Cameron otworzył drzwi, za którymi stał Caleb i dwóch znajomych mi już mężczyzn, w czarnych strojach. Cameron wyszedł z pokoju, a jeden z nich skuł go, i wraz z drugim bez słowa poprowadził korytarzem.
Cameron otworzył drzwi, za którymi stał Caleb i dwóch znajomych mi już mężczyzn, w czarnych strojach. Cameron wyszedł z pokoju, a jeden z nich skuł go, i wraz z drugim bez słowa poprowadził korytarzem.
- Mam
nadzieję, że nic ci nie zrobił? - Spytał Caleb, przyglądając mi
się uważnie.
- Nie,
oczywiście, że nie. - Słabo się uśmiechnęłam. - Wyjaśnił mi
niektóre kwestie i to wszystko. Sorry, ale mam ochotę pobyć sama, także... - Spojrzałam na niego wymownie mając nadzieję, że zrozumie aluzję.
- Dobrze, Bonnie niedługo przyjdzie. Wyśpij się, bo jutro rano chyba
wybieracie się na zakupy. - Mruknął niewyraźnie, ruszając w
stronę wyjścia.
Zamknęłam drzwi za sobą, przypominając sobie słowa Camerona.
Zależy mi na tobie. Jak to pięknie brzmiało w jego ustach.
Rozprostowałam dłoń, w której trzymałam... Srebrny wisiorek w kształcie prostokąta, z napisem VIP i ozdobnymi znaczkami. Na odwrocie natomiast widniały inicjały C.K.P Poszłam
do łazienki i nie zastanawiając się, zapięłam go sobie na szyi.
Był śliczny. Prawie niewidoczny. Z uśmiechem na ustach poszłam
do łóżka i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem
zmęczona. Zasnęłam, bawiąc się małym wisiorkiem.

Za dłuuugi... Wiem, czytam w komentarzach, że te dłuższe są lepsze, ale ja was nie chcę na śmierć zanudzić. W tym rozdziale nie wiele się dzieje, Cam chyba od nas odchodzi moje drogie, ja osobiście smutam, nie wiem jak wy. :P Z komentarzami nie było źle, więc jestem usatysfakcjonowana, trzymajcie tak dalej. I chciała bym serio przeprosić za ten błąd ortograficzny, który wkradł się do poprzedniego rozdziału. Mój mózg nie chce pracować po godzinie dwudziestej drugiej. :P Następny rozdział 7/8 luty. ( o ile nie opuścicie się z komentarzami).Pozdrawiam:*
Sekretna