Jeszcze nie do końca przytomna spojrzałam na Alex, która siedziała już przed laptopem, chichocząc cicho.
- Obudziłam
cię? - Spytała odwracając się do mnie z wielkim uśmiechem
na ustach. Opadłam z powrotem na poduszki, przymykając oczy.
- Niee... - Jęknęłam
przeciągle, co dziewczyna chyba uznała za bardzo śmieszne, bo
ponownie zaczęła się śmiać jak wariatka. - Co ci tak do śmiechu? - Spytałam nie rozumiejąc jej entuzjazmu. Chociaż ona zawsze taka
była. Cegła mogła by jej spaść na głowę, a ona i tak uznała
by to za powód do radości.
-
Lionel Russo bardzo chciałby cię poznać... - Pisnęła, ponownie
wlepiając oczy w monitor.
- Co!? - Poderwałam się natychmiast z łóżka, wywołując kolejną falę
śmiechu mojej współlokatorki.
- Poważnie.
Piszę teraz z Ami, a ona chwilowo spotyka się z jego najlepszym
kumplem, który powiedział, że Lin chciałby zabrać cię na bal w
przyszłym miesiącu. - Alex spojrzała na mnie jakby oczekiwała, że
zacznę piszczeć z radości.
- Ale
to Japończyk. W dodatku zachowuje się jak dzieciak... - Zaczęłam
narzekać, przypomniawszy sobie, jak puszczał samolociki na lekcji
matematyki.
- Ale
pochodzi z jednej z najzamożniejszych i najstarszych rodzin agentów
w historii i dlatego każda dziewczyna chciałaby, żeby to właśnie
z nią poszedł na bal. - Przerwała, po czym widząc moją niezbyt
entuzjastyczna minę kontynuowała: - I jeśli ty z nim nie pójdziesz,
zrobi to Natasha. A to najwredniejsza suka w tej budzie, więc zrób
wszystkim przysługę, i zgódź się, kiedy cię zaprosi.
- Skoro
jest taki popularny, to czemu chce wybrać się na bal akurat ze mną? - Spytałam podchodząc ostrożnie do szafy, bo każdy ruch bolał jak
diabli.
- Czy
ty naprawdę nic nie rozumiesz? Podobasz się mu, podobnie jak
większości chłopaków ze szkoły. - Urwała na chwilę. - Fakt, nie
ma ich wielu, ale w większości to ciacha, w dodatku
szczególnie uzdolnieni. - Skończyła, jakby nie rozumiejąc, czemu
nie jara mnie ten zaszczyt.
- Mniejsza
z tym. Do balu jeszcze mnóstwo czasu, więc nie zajmujmy się tym
teraz. - Ucięłam krótko, zamykając się w łazience.
Czułam
się o niebo lepiej, po wzięciu długiego, gorącego prysznica.
Nałożyłam odżywkę na włosy i ubrałam w jasne dżinsy i siwo
czarną koszulkę z myszką miki. Do tego podstawowy makijaż oraz
trampki, i musiałam przyznać, że wyglądam niczego sobie. Kiedy
weszłam do pokoju, Alex już nie było. Darowałam sobie zejście na
obiad, bo właściwie nie byłam głodna. Ruszyłam prosto do biura
Margaret, bo chciałam się dowiedzieć, czy są już wyniki badań
dziewczyn. Idąc korytarzem cały czas oglądałam się na boki, wypatrując mężczyzny w płaszczu. Powoli chyba popadałam w paranoję. I chociaż doskonale wiedziałam, że nie mogę wszędzie widzieć zagrożenia, to strach był silniejszy. To idiotyczne.
Zapukałam do drzwi, żeby chwilę potem usłyszeć znajome mruknięcie, które było równoznaczne z Proszę. Otworzyłam drzwi, żeby zobaczyć siedzących w środku Caleba, Bonnie, Margaret oraz Laylę i Chanell.
Zapukałam do drzwi, żeby chwilę potem usłyszeć znajome mruknięcie, które było równoznaczne z Proszę. Otworzyłam drzwi, żeby zobaczyć siedzących w środku Caleba, Bonnie, Margaret oraz Laylę i Chanell.
- Widzę,
że chociaż jedna z nas się wyspała. - Mruknęła blondi, bawiąc
się swoim kolczykiem. Zignorowałam ją, siadając obok Bonnie,
która wyglądała jakby nie spała całą noc.
- Mamy
wyniki badań... - Mruknął pod nosem Cal, przeglądając papiery. -
Naprawdę nie mam pojęcia, po co ktoś miałby wstrzykiwać ofiarom
substancję paraliżującą... - Powiedział jakby do siebie. Czyli o
to chodziło. W życiu bym się nie domyśliła, ale pomińmy to. W końcu ja
jestem tylko dzieckiem, no nie?
- Za
to ja mam pojęcie, że jesteśmy już spóźnione. W życiu nie
zdążę przygotować się na dzisiejszą imprezę, jeśli za godzinę nie będę w domu. - Marudziła Chanell.
- No,
skoro już nie jesteśmy potrzebne, to chyba się
pożegnamy... - Zaczęła Layla, podnosząc się z krzesła.
- Serdecznie
dziękuję wam za pomoc. - Powiedziała oficjalnie Margaret, również
podnosząc się z krzesła i ściskając rękę brunetki.
- Nie
ma za co. Nie zrobiłyśmy tego dla pani, tylko na prośbę
Camerona. - powiedziała dziewczyna, kierując się w stronę drzwi.
- Czego
nie robi się dla rodziny, prawda Caleb? - Zwróciła się oschle
Chanell do blondyna. - Ty dużo wiesz na ten temat. - Dokończyła, wychodząc na korytarz. Bonnie bez słowa wyszła za dziewczynami,
zostawiając tylko naszą trójkę.
- Myślisz
to samo, co ja? - Spytał po chwili blondyn, spoglądając
porozumiewawczo w stronę mojej ciotki.
- Środek
silnie toksyczny. Nawet gdyby ofiara się nie wykrwawiła, to i tak
wkrótce by zmarła. Maksymalnie po piętnastu minutach. - Powiedziała
rzeczowo, po czym zaczęła sprawdzać coś w komputerze.
- Coś
mi tu nie gra... - Mruknął Cal, dalej grzebiąc w papierach.
- To
niech zacznie. Musimy jak najszybciej się dowiedzieć, po co sprawca
wstrzyknął to ofiarom. - Wcięła się Bonnie stając w drzwiach. -
Bo póki co, tutaj nie jest bezpiecznie.
- Więc
może odwołacie lekcje? - Spytałam ostrożnie Mar, która tylko
uśmiechnęła się pod nosem.
- Lekcje
będą odbywały się normalnie, ale wzmocnimy ochronę. Odwołując
zajęcia, dalibyśmy uczniom powody do niepokoju, a tego trzeba
starać się uniknąć. - Powiedziała spoglądając na mnie znad
okularów. Zmarszczyłam brwi, zakładając ręce na piersi. - Trzeba
mieć na uwadze to, że skoro chciał probówek, to możesz być jego
kolejnym celem. - Oświadczyła, przygryzając wargę i dalej mi się
przyglądając.
- Czyli
co? Teraz oprócz was będzie mnie pilnował jeszcze cały oddział
innych agentów? - Spytałam zirytowana.
- Czasami
lepiej postawić na jednego, dobrego ochroniarza... - Podsunęła
Bonnie spoglądając na Caleba.
- Nie
ma mowy! - Krzyknął oburzony. - Już i tak raz go tu sprowadziliśmy.
Nie będę robił tego po raz drugi. Poza tym, nawet nie wiesz, jak
ciężko jest w ogóle zorganizować jego przyjazd tutaj! - Powiedział
patrząc na dziewczynę. Ta jednak machnęła tylko ręką,
uśmiechając się złośliwie.
- Na
szczęście, to nie ty tu rządzisz... - Zwróciła się do niego, spoglądając błagalnie na Margaret.
Miałam szczerą nadzieję, że rudowłosa jej ulegnie. Czułam ciarki na plecach na samą myśl o tym, że Cam miałby ponownie pojawić się w Agencji. Poza tym czułabym się o wiele bezpieczniej, gdyby on był gdzieś w pobliżu. Myśląc o tym, pogładziłam delikatnie wisiorek z jego inicjałami, wiszący na mojej szyi. Chwilami całkowicie o nim zapominałam.
Miałam szczerą nadzieję, że rudowłosa jej ulegnie. Czułam ciarki na plecach na samą myśl o tym, że Cam miałby ponownie pojawić się w Agencji. Poza tym czułabym się o wiele bezpieczniej, gdyby on był gdzieś w pobliżu. Myśląc o tym, pogładziłam delikatnie wisiorek z jego inicjałami, wiszący na mojej szyi. Chwilami całkowicie o nim zapominałam.
- Zobaczę,
co da się zrobić, ale sama wiesz, ile to kosztuje czasu i
cierpliwości... - Powiedziała odwracając wzrok od blondynki.
Zauważyłam jednak na jej twarzy cień uśmiechu, ale trwało to nie
dłużej niż sekundę.
Ja
osobiście w środku skakałam z radości, ale oczywiście nie dałam
tego po sobie poznać. Co innego Bonnie. Szczerzyła się, jak Alex
dziś rano. Co ich wszystkich napadło na ten śmiech? Ale darowałam
sobie uwagi. No, bo w końcu też już chciałam go zobaczyć. I
zdrowo opieprzyć za parę spraw. Może nareszcie będę miała
okazję?
Późno, ale jest. Obiecałam trochę akcji, ale nie miałam kompletnie pomysłu na ten rozdział i wczoraj wieczorem go kończyłam. Na następny już pomysł jest, ale brakuje czasu, mam nadzieję, że się wyrobie :P Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :)
Sekretna
