niedziela, 5 października 2014

Poświęcić swo­je szczęście na rzecz tej dru­giej oso­by, po­nieważ ona bar­dziej go potrzebuje.

Z perspektywy Evy
Weszłam do pokoju strażników z owiniętą ręcznikiem głową i w czystych ubraniach. Zarówno truposzem jak i całym tym smrodem zajmowały się odpowiednie ekipy i zapach już nie był aż tak silny, co nie oznaczało, ze nie było go w ogóle. Chris odwiózł Trevora do domu, po tym, jak blondyn wyczerpany w końcu przestał wymiotować i mdleć. Jemu chyba z nas wszystkich najbardziej się udzieliło, ale nie ma co się dziwić, skoro ma wrażliwszy węch.
Zastałam Camerona w takiej samej pozycji jak czterdzieści minut temu, czyli siedzącego po turecku na sofie, z kubkiem kawy w ręku a wzrokiem utkwionym w napoju. Nie odezwał się nawet słowem odkąd zobaczył tamten świstek.
-Pogadaj z nim...Może ty do niego jakoś przemówisz...-Mruknął Domi, zachodząc mnie od tyłu i łapiąc za ramiona. Pokiwałam głową i podeszłam do czarnookiego, poprawiając ręcznik na głowie. Usiadłam przy nim i wyjęłam mu kubek z rąk. Nie protestował, ale nie spojrzał na mnie. Odwróciłam jego twarz w swoją stronę i zmusiłam, żeby na mnie popatrzył. Niechętnie, ale zrobił to a ja dostrzegłam w tych czarnych tęczówkach...No właśnie, co? Ból, niemoc, rezygnację? I zachłanność. Jakby w jednej chwili zaczął mnie pragnąć i wiedział, że ja czuję do niego to samo. Posadził mnie sobie na kolanach, wtulił się i zaczął oddychać szybciej.
-Nie oddam mu ciebie, rozumiesz?-Spytał szeptem odsuwając się ode mnie trochę. Nie odpowiedziałam. Bo co miałam powiedzieć? Że mi przykro? Że mu współczuję i gdybym mogła, to zamieniłabym się miejscami z Isobell? Mogłam tak zrobić.
-A jeśli on wcale nie chce mnie skrzywdzić?-Spytałam szeptem a on już całkiem się ode mnie odsunął.-Jeśli on po prostu pragnie mnie odzyskać tak, jak ty pragniesz odzyskać Isy? Może...Przystańmy na tę propozycję. Może po prostu...
-Nigdy więcej nie waż się tak mówić!-Upomniał mnie surowo i nie było w tym nawet grama delikatności.-Nie oddamy mu ciebie i odzyskamy Isy i Kierana. A ty nigdy więcej nie zaproponujesz czegoś takiego...-Popatrzył na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.
Pokiwałam głową trochę zbita z tropu, bo nie chciałam, żeby nasza rozmowa tak się potoczyła. Pocałowałam go delikatnie i zjechałam ustami na jego szyję. Wyraz jego twarzy z powrotem stał się łagodny i po chwili błądził dłonią pod moją koszulką.
-Trzeba pomóc chłopakom.-Szepnęłam.-Mamy mało czasu...A ty na pewno będziesz potrzebny. Sądząc po tym co napisał, nie zamierza długo czekać.-Mówiłam głaszcząc go po głowie. Uśmiechnął się i przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
-Kocham cię.-Szepnął ledwo słyszalnie. Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie i odwróciłam głowę. W drzwiach stał Xander z niezadowoleniem patrząc na ekran laptopa, który trzymał w ręku.
-Jean Moren.-Mruknął zamyślony.-Potrzebuję tu wszystkich w pięć minut.-Powiedział nie zwracając się do nikogo konkretnego.
Usiadł przy niedużym stole a Cam wyjął telefon i wypisał kilka wiadomości. Nie trzeba było długo czekać, aż w pomieszczeniu pojawią się Domein i Nicholas, a zaraz za nimi Amir. Wkrótce pojawili się też Mike i dwóch innych strażników a na samym końcu Mia, która wyglądała jakby ktoś ją właśnie obudził.
-Co się znowu stało?-Spytała zaspanym głosem, siadając obok Domiego i kładąc głowę na jego ramieniu.
-Ten truposz to Jean Moren. W agencji sprawdzili odciski palców i wszystko się zgadza. Odsiadywał tutaj i wyszedł miesiąc temu na warunkowym.
-Przeglądałeś jego akta?-Spytał Mike siedzący na oparciu sofy. Parker zaprzeczył ruchem głowy.
-Dopiero się tego dowiedziałem. Potrzebuję jego kartoteki, wszystkich papierów jakie macie. I to szybko.-Dodał spoglądając na Camerona.-Jeśli nie masz nic przeciwko, to na trochę tu zostaniemy...-Popatrzył na naczelnika a ten pokiwał głową.-To dobrze. Wolałbym nie przyjeżdżać tu kilka razy...
-A to niby czemu?-Zainteresował się ten grubas który wcześniej powiedział, że jestem jeszcze dzieckiem. Irytował mnie sam fakt, że jest.
-Bo nasi ludzie nie wiedzą, że z wami współpracujemy. I niech tak zostanie.-Mruknął chłodno Cam patrząc na mężczyznę. Ten zmrużył oczy i wyglądał, jakby zaraz chciał się na czarnookiego rzucić. Niektórych ludzi nigdy nie zrozumiem.
-Dobrze...Tyson, pokaż im, gdzie są kartoteki.-Mike wskazał na siedzącego dalej blondyna. Ten tylko kiwnął głową i ruszył do drzwi wyjmując z kieszeni pęczek kluczy.
-Znalazłem swoją!-Wykrzyknął Xander wyłaniając się z pomiędzy regałów.-Jaka ona gruba...-Westchnął z zafascynowaniem.
-Tak, masz być z czego dumnym!-Pochwaliła Mia ze śmiechem.-Zalazłam tego całego Morena...On w przeciwieństwie do ciebie ma cieniuteńką!
-A ja mam Camerona!-Stałam tuż za najstarszym Parkerem wymachując dość ciężką teczką.-Ciekawe, ilu ciekawych rzeczy mogłabym się z niej dowiedzieć...
-Chodźcie już...-Ponagliła nas czerwonowłosa. W drzwiach stał Robert? Chyba tak miał na imię. Popatrzył na nas z udawaną złością.
-Wydawało mi się, że potrzebujecie tylko akt tego Jeana...
-To bardzo pomoże w sprawie!-Zakomunikował Xander z uśmiechem.
-Skoro tak...-Westchnął głośno wypuszczając nas na korytarz.
Po sprzeczce z Camem, który twierdził, że w kartotece są same bzdury na jego temat, zaczęłam przeglądać dokument. Do jednej z kartek doczepione było zdjęcie dziewczynki, która aż do bólu przypominała Camerona. Czarne duże oczy, ciemne, kręcone włosy i opalenizna zupełne jak u niego.
-Podobna do ciebie.-Powiedziałam pokazując zdjęcie. Warkoczyk odpiął fotografię i przyglądał się jej przez chwilę.
-Do wszystkich trzech jest podobna.-Mia nachyliła się i popatrzyła na zdjęcie.-Przecież oni są identyczni. Dobrze, że chociaż nie ubierają się tak samo.-Zachichotała.
-Śmiej się, śmiej. Ale ich chwilami naprawdę nie można rozróżnić.-Wtrącił Nicky który leżał na sofie obok z głową opartą o kolana Domiego.-Zwłaszcza na początku trudno było się przyzwyczaić, że jest kilku Xanderów.
-A ile plotek z tego było...-Mruknął Cam wczepiając zdjęcie z powrotem do teczki.-W ogóle to na początku było cholernie irytujące, kiedy wszyscy mylili mnie z Xanderem.
-Tu nic nie ma...-Mruknął Xander, zbaczając z tematu.-Jean Moren. Czterdzieści sześć lat. Skazany za handel narkotykami i kradzieże samochodów. Za coś takiego powinna zgarnąć go policja, nie agencja. Nie ma z nią żadnych powiązań.
-Mogę spojrzeć?-Mike wziął od niego teczkę i zaśmiał się głośno.-Zadzwoń do Diany.
-Po co?
-Bo to za jej sprawą się tu znalazł.-Powiedział naczelnik stukając palcem w kartkę. Ułożyłam się głową na kolanach Cama i z przymkniętymi oczami zaczęłam przysłuchiwać się całej rozmowie. Xander zamienił z kimś kilka słów po czym odłożył telefon na stolik.
-Tak?-Odezwał się w słuchawce damski głos.
-Jean Moren.-Powiedział krótko Xander zamiast przywitania.-Kto to i dlaczego wsadziłaś go do wiezienia?-Spytał chłodno.
-Był na tym samym bloku co Parker. Marshal chciał mieć oko na Camerona i tyle. Moren był dłużnikiem Zacka i dlatego padło właśnie na niego.-Powiedziała po chwili ciszy. Usłyszałam głośny śmiech Cama, więc otworzyłam jedno oko. Ten tylko spojrzał na mnie i odgarnął włosy z czoła.
-Nic więcej? Poważnie?-Xander popatrzył zirytowany na telefon i się rozłączył.-Okej...Zróbmy inaczej. Czy ktokolwiek z obecnych wie cokolwiek na jego temat?-Popatrzył najpierw na strażników, potem na Cama, Amira i Nicholasa. Zapadłą niemal idealna cisza. Westchnął głośno.
-Nie było z nim problemów, to i nie ma o czym za dużo mówić.-Robert wzruszył ramionami.-Poza tym my ich tylko pilnujemy...Nie spoufalamy się z więźniami.
-To zapytam inaczej. Czy ktokolwiek w tym budynku może wiedzieć coś na jego temat? Coś, czego jego bogata kartoteka nie uwzględnia?-Najstarszy Parker najwyraźniej powoli tracił cierpliwość, co zdradzał ton jego głosu.
-W całej placówce jest jedna osoba, która wie wszystko o wszystkich.-Mruknął Nicholas ziewając przeciągle. Otworzyłam oczy zdając sobie sprawę, że w najbliższym czasie i tak nie dane mi będzie się wyspać.
-Nie masz na myśli Lokiego, prawda?-Spytał Robert patrząc niepewnie na blondyna.
-Owszem, mam. Jeśli on nam nie pomoże, to równie dobrze możemy zostawić kochanego Morena w spokoju.
Pół godziny później siedziałam już razem z Xanderem, Domeinem, Mią i Cameronem w biurze Mike, czekając aż przyprowadzą tego całego Lokiego. Właściwie to miałam do wyboru to, albo zostać na dole razem ze śpiącym Nicholasem i Amirem który sprzeczał się z tym grubym facetem który wszystkim ciągle zatruwa życie. Z nudów grałam w jakąś durną grę na telefonie Camerona i prawie nie zauważyłam, jak drzwi biura się otwierają a jeden ze strażników wprowadza skutego, wysokiego chłopaka. Chyba pierwsze na co zwróciłam uwagę w jego wyglądzie to wielkie, mocno zielone oczy i długie, gęste rzęsy zupełnie jak u dziewczyny. W połączeniu z bardzo jasną cerą i ciemnymi kręconymi włosami związanymi w kucyk dawały porażający efekt. Ale najbardziej chyba spodobał mi się mały pajączek który był wytatuowany tuż pod jego lewym okiem.
-Niezły...-Mruknęła Mia przysuwając się do mnie.
-Powiedziałabym nawet że lepiej niż niezły...-Szepnęłam uważając, żeby Cami nie słyszał.
-Zawiodę was obie, moje drogie, gdyż on jest gejem.-Domi stojący do tej pory z tyłu wcisnął teraz swoją głowę między nasze.-Ale co racja, to racja. Jest na co popatrzeć.
-Nie przypominam sobie, żeby ostatnim razem było was tu tylu...-Odezwał się chłopak siadając na krześle przy biurku Nelsona. Naczelnik odprawił stojącego przy drzwiach mężczyznę i dopiero po zamknięciu się za nim drzwi, odezwał się do szatyna.
-Kto to jest?-Wysunął w jego stronę zdjęcie zrobione tuż po wydostaniu Morena z szybu wentylacyjnego. Loki przyglądał się przez chwilę fotografii i obracał w różne strony.
-To jest trup.-Stwierdził w końcu.-Tak, zdecydowanie trup. Z której strony by nie patrzeć. Dziwę się, że sami na to nie wpadliście.-Wzruszył ramionami. Zarówno Mike jak i Xander przez chwilę wyglądali, jakby zaraz mieli się roześmiać, ale obaj szybko się opanowali.
-To akurat wiemy. Chodzi i jakieś informacje o nim...Cokolwiek, co mogłoby się przy...
-Nie!-Zaprzeczył szatyn stanowczo.-Ty wiesz Cami, że ja dla ciebie wszystko, ale nie to!-Powiedział zwracając się do warkoczyka.-Chcecie współpracować, spoko. Ale mnie do tego nie mieszajcie. Z doświadczenia wiem, że mieszanie się do spraw agencji nigdy nie kończy się dobrze i w tej sprawie na mnie nie liczcie.-Wyprostował się na krześle i popatrzył na każdego z trojaczków.
-Loki...Tylko jeden raz.-Poprosił Cam. Szatyn popatrzył na niego i założył za ucho jeden niesforny kosmyk włosów który wysunął mu się z kucyka. Wygądał jakby się nad czymś mocno zastanawiał aż w końcu kiwnął głową z rezygnacją.
-Jeden raz. A potem już niczego ode mnie nie chcecie.-Powiedział twardo. Xander pokiwał głową i pokazał mu papiery Jeana.
-Na kiedy dasz radę to załatwić?-Spytał patrząc na chłopaka.
-Dajcie mi dobę.
-Tylko?-Nelson popatrzył na niego bez przekonania.
-Zasmucę was, jednak to nie jest wydawnictwo gazety lokalnej. Szybciej się nie da.-Szatyn wstał a chwile potem został wyprowadzony przez wezwanego zza drzwi strażnika. W biurze na dłuższą chwilę zapadła cisza, która przerwał dopiero sam Mike.
-Myślicie, że da radę to załatwić jak trzeba?
-Uwierz mi, że on nie takie rzeczy dla nas robił.-Szepnął tajemniczo Cam i wstał, ziewając przeciągle.
-Chwila...Moment...To znaczy, że musimy tu zostać całe dwadzieścia cztery godziny?-Spytał Domi kiedy już z powrotem siedzieliśmy na dole. Obok niego Nicky dalej spał, co chwilę mrucząc coś niezrozumiale.
-No tak...Bo nie opłaca nam się jechać do Vegas na parę godzin, żeby potem tu wracać.-Stwierdził Xander nie odrywając wzroku od laptopa.-A coś się stało?
-Ty się pytasz? Ja tu nie mam kompletnie nic! Ciuchów na przebranie, kosmetyków, odżywki do włosów...Nawet płynu do demakijażu!-Wyliczał na palcach.
-Przesadzasz...-Mruknął najstarszy Parker. Mój warkoczyk od dobrej godziny spał z głową na moich kolanach a ja zdążyłam pstryknąć mu w tym czasie już chyba z dwadzieścia fotek. Wyglądał słodko.
-Jak przesadzam? Ty wiesz, jak ja jutro będę wyglądał?
-Dla mnie jesteś piękny i bez makijażu...-Mruknął Nicky ziewając. Uśmiechnął się pobłażliwie widząc niezadowolenie wypisane na twarzy Domeina.
-Po skończeniu sprawy z Marshalem i tak będziesz musiał odstawić lakier do paznokci na bok...-Spojrzał na niego Robert myjąc swój kubek po kawie.-W więzieniu takie rzeczy są zabronione.
-No dobrze...Ale teraz jeszcze mogę sobie na to pozwolić i umrę, jeśli wieczorem nie będę miał swoich kremów.
-Och...Bracie...Wiedz, że będę przy tobie w tych ostatnich godzinach...-Xander wychylił się zza laptopa i pokiwał głową ze zrozumieniem. Tyson nie wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem a Domi tylko wypiął język starszemu bratu i wyszedł udając obrażonego. Popatrzyłam na Cama który wyglądał słodko z ręką ułożoną pod głową i trzasnęłam mu dwudziestą pierwszą fotkę. Przynajmniej będę miała jakąś pamiątkę, jak już mi go zabiorą. 
Śmiało, możecie mnie zjechać, ze rozdział do kitu, ale pocieszę was...ja to wiem. Ostatnio w ogóle nie jestem zadowolona z tego co piszę może dlatego, że wcześniej pisałam rozdział 2 tygodnie przed jego publikacją i miałam czas na ewentualne poprawki a teraz pisze go jednego dnia a drugiego już dodaję i wiem tylko, ze tak dalej być nie może.I nie wiem, kiedy znajdę chwilę żeby coś wyskubać, ale się postaram. Za wszelkie błędy przepraszam. Nie u wszystkich jeszcze nadrobiłam zaległości, ale jeszcze dzisiaj się tym zajmę. Ściskam :*