Z perspektywy Evy
Weszłam
do pokoju strażników z owiniętą ręcznikiem głową i w czystych
ubraniach. Zarówno truposzem jak i całym tym smrodem zajmowały się
odpowiednie ekipy i zapach już nie był aż tak silny, co nie
oznaczało, ze nie było go w ogóle. Chris odwiózł Trevora do
domu, po tym, jak blondyn wyczerpany w końcu przestał wymiotować i
mdleć. Jemu chyba z nas wszystkich najbardziej się udzieliło, ale
nie ma co się dziwić, skoro ma wrażliwszy węch.
Zastałam
Camerona w takiej samej pozycji jak czterdzieści minut temu, czyli
siedzącego po turecku na sofie, z kubkiem kawy w ręku a wzrokiem
utkwionym w napoju. Nie odezwał się nawet słowem odkąd zobaczył
tamten świstek.
-Pogadaj
z nim...Może ty do niego jakoś przemówisz...-Mruknął Domi,
zachodząc mnie od tyłu i łapiąc za ramiona. Pokiwałam głową i
podeszłam do czarnookiego, poprawiając ręcznik na głowie. Usiadłam
przy nim i wyjęłam mu kubek z rąk. Nie protestował, ale nie
spojrzał na mnie. Odwróciłam jego twarz w swoją stronę i
zmusiłam, żeby na mnie popatrzył. Niechętnie, ale zrobił to a ja
dostrzegłam w tych czarnych tęczówkach...No właśnie, co? Ból,
niemoc, rezygnację? I zachłanność. Jakby w jednej chwili zaczął
mnie pragnąć i wiedział, że ja czuję do niego to samo. Posadził
mnie sobie na kolanach, wtulił się i zaczął oddychać szybciej.
-Nie
oddam mu ciebie, rozumiesz?-Spytał szeptem odsuwając się ode mnie
trochę. Nie odpowiedziałam. Bo co miałam powiedzieć? Że mi
przykro? Że mu współczuję i gdybym mogła, to zamieniłabym się
miejscami z Isobell? Mogłam tak zrobić.
-A jeśli
on wcale nie chce mnie skrzywdzić?-Spytałam szeptem a on już
całkiem się ode mnie odsunął.-Jeśli on po prostu pragnie mnie
odzyskać tak, jak ty pragniesz odzyskać Isy? Może...Przystańmy na
tę propozycję. Może po prostu...
-Nigdy
więcej nie waż się tak mówić!-Upomniał mnie surowo i nie było
w tym nawet grama delikatności.-Nie oddamy mu ciebie i odzyskamy Isy
i Kierana. A ty nigdy więcej nie zaproponujesz czegoś
takiego...-Popatrzył na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.
Pokiwałam
głową trochę zbita z tropu, bo nie chciałam, żeby nasza rozmowa
tak się potoczyła. Pocałowałam go delikatnie i zjechałam ustami
na jego szyję. Wyraz jego twarzy z powrotem stał się łagodny i po
chwili błądził dłonią pod moją koszulką.
-Trzeba
pomóc chłopakom.-Szepnęłam.-Mamy mało czasu...A ty na pewno
będziesz potrzebny. Sądząc po tym co napisał, nie zamierza długo
czekać.-Mówiłam głaszcząc go po głowie. Uśmiechnął się i
przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
-Kocham
cię.-Szepnął ledwo słyszalnie. Poczułam na sobie czyjeś
spojrzenie i odwróciłam głowę. W drzwiach stał Xander z
niezadowoleniem patrząc na ekran laptopa, który trzymał w ręku.
-Jean
Moren.-Mruknął zamyślony.-Potrzebuję tu wszystkich w pięć
minut.-Powiedział nie zwracając się do nikogo konkretnego.
Usiadł
przy niedużym stole a Cam wyjął telefon i wypisał kilka
wiadomości. Nie trzeba było długo czekać, aż w pomieszczeniu
pojawią się Domein i Nicholas, a zaraz za nimi Amir. Wkrótce
pojawili się też Mike i dwóch innych strażników a na samym końcu
Mia, która wyglądała jakby ktoś ją właśnie obudził.
-Co się znowu stało?-Spytała zaspanym głosem, siadając obok Domiego i
kładąc głowę na jego ramieniu.
-Ten
truposz to Jean Moren. W agencji sprawdzili odciski palców i
wszystko się zgadza. Odsiadywał tutaj i wyszedł miesiąc temu na
warunkowym.
-Przeglądałeś
jego akta?-Spytał Mike siedzący na oparciu sofy. Parker zaprzeczył
ruchem głowy.
-Dopiero
się tego dowiedziałem. Potrzebuję jego kartoteki, wszystkich
papierów jakie macie. I to szybko.-Dodał spoglądając na
Camerona.-Jeśli nie masz nic przeciwko, to na trochę tu
zostaniemy...-Popatrzył na naczelnika a ten pokiwał głową.-To
dobrze. Wolałbym nie przyjeżdżać tu kilka razy...
-A to
niby czemu?-Zainteresował się ten grubas który wcześniej
powiedział, że jestem jeszcze dzieckiem. Irytował mnie sam fakt, że
jest.
-Bo nasi
ludzie nie wiedzą, że z wami współpracujemy. I niech tak
zostanie.-Mruknął chłodno Cam patrząc na mężczyznę. Ten
zmrużył oczy i wyglądał, jakby zaraz chciał się na czarnookiego rzucić.
Niektórych ludzi nigdy nie zrozumiem.
-Dobrze...Tyson,
pokaż im, gdzie są kartoteki.-Mike wskazał na siedzącego dalej
blondyna. Ten tylko kiwnął głową i ruszył do drzwi wyjmując z
kieszeni pęczek kluczy.
-Znalazłem
swoją!-Wykrzyknął Xander wyłaniając się z pomiędzy
regałów.-Jaka ona gruba...-Westchnął z zafascynowaniem.
-Tak,
masz być z czego dumnym!-Pochwaliła Mia ze śmiechem.-Zalazłam
tego całego Morena...On w przeciwieństwie do ciebie ma cieniuteńką!
-A ja
mam Camerona!-Stałam tuż za najstarszym Parkerem wymachując dość
ciężką teczką.-Ciekawe, ilu ciekawych rzeczy mogłabym się z
niej dowiedzieć...
-Chodźcie
już...-Ponagliła nas czerwonowłosa. W drzwiach stał Robert? Chyba
tak miał na imię. Popatrzył na nas z udawaną złością.
-Wydawało
mi się, że potrzebujecie tylko akt tego Jeana...
-To
bardzo pomoże w sprawie!-Zakomunikował Xander z uśmiechem.
-Skoro
tak...-Westchnął głośno wypuszczając nas na korytarz.
Po sprzeczce z Camem, który twierdził, że w kartotece są same bzdury
na jego temat, zaczęłam przeglądać dokument. Do jednej z kartek
doczepione było zdjęcie dziewczynki, która aż do bólu
przypominała Camerona. Czarne duże oczy, ciemne, kręcone włosy i
opalenizna zupełne jak u niego.
-Podobna
do ciebie.-Powiedziałam pokazując zdjęcie. Warkoczyk odpiął
fotografię i przyglądał się jej przez chwilę.
-Do
wszystkich trzech jest podobna.-Mia nachyliła się i popatrzyła na
zdjęcie.-Przecież oni są identyczni. Dobrze, że chociaż nie
ubierają się tak samo.-Zachichotała.
-Śmiej
się, śmiej. Ale ich chwilami naprawdę nie można rozróżnić.-Wtrącił Nicky który leżał na sofie obok z głową opartą o kolana
Domiego.-Zwłaszcza na początku trudno było się przyzwyczaić, że
jest kilku Xanderów.
-A ile
plotek z tego było...-Mruknął Cam wczepiając zdjęcie z powrotem
do teczki.-W ogóle to na początku było cholernie irytujące, kiedy
wszyscy mylili mnie z Xanderem.
-Tu nic
nie ma...-Mruknął Xander, zbaczając z tematu.-Jean Moren.
Czterdzieści sześć lat. Skazany za handel narkotykami i kradzieże
samochodów. Za coś takiego powinna zgarnąć go policja, nie agencja.
Nie ma z nią żadnych powiązań.
-Mogę
spojrzeć?-Mike wziął od niego teczkę i zaśmiał się
głośno.-Zadzwoń do Diany.
-Po co?
-Bo to
za jej sprawą się tu znalazł.-Powiedział naczelnik stukając
palcem w kartkę. Ułożyłam się głową na kolanach Cama i z
przymkniętymi oczami zaczęłam przysłuchiwać się całej rozmowie.
Xander zamienił z kimś kilka słów po czym odłożył telefon na
stolik.
-Tak?-Odezwał
się w słuchawce damski głos.
-Jean
Moren.-Powiedział krótko Xander zamiast przywitania.-Kto to i
dlaczego wsadziłaś go do wiezienia?-Spytał chłodno.
-Był na
tym samym bloku co Parker. Marshal chciał mieć oko na Camerona i
tyle. Moren był dłużnikiem Zacka i dlatego padło właśnie na
niego.-Powiedziała po chwili ciszy. Usłyszałam głośny śmiech
Cama, więc otworzyłam jedno oko. Ten tylko spojrzał na mnie i
odgarnął włosy z czoła.
-Nic
więcej? Poważnie?-Xander popatrzył zirytowany na telefon i się
rozłączył.-Okej...Zróbmy inaczej. Czy ktokolwiek z obecnych wie
cokolwiek na jego temat?-Popatrzył najpierw na strażników, potem
na Cama, Amira i Nicholasa. Zapadłą niemal idealna cisza. Westchnął
głośno.
-Nie
było z nim problemów, to i nie ma o czym za dużo mówić.-Robert
wzruszył ramionami.-Poza tym my ich tylko pilnujemy...Nie spoufalamy
się z więźniami.
-To
zapytam inaczej. Czy ktokolwiek w tym budynku może wiedzieć coś na
jego temat? Coś, czego jego bogata kartoteka nie
uwzględnia?-Najstarszy Parker najwyraźniej powoli tracił
cierpliwość, co zdradzał ton jego głosu.
-W całej
placówce jest jedna osoba, która wie wszystko o wszystkich.-Mruknął
Nicholas ziewając przeciągle. Otworzyłam oczy zdając sobie sprawę, że w najbliższym czasie i tak nie dane mi będzie się wyspać.
-Nie
masz na myśli Lokiego, prawda?-Spytał Robert patrząc niepewnie na
blondyna.
-Owszem,
mam. Jeśli on nam nie pomoże, to równie dobrze możemy zostawić
kochanego Morena w spokoju.
Pół
godziny później siedziałam już razem z Xanderem, Domeinem, Mią i
Cameronem w biurze Mike, czekając aż przyprowadzą tego całego
Lokiego. Właściwie to miałam do wyboru to, albo zostać na dole
razem ze śpiącym Nicholasem i Amirem który sprzeczał się z tym
grubym facetem który wszystkim ciągle zatruwa życie. Z nudów
grałam w jakąś durną grę na telefonie Camerona i prawie nie
zauważyłam, jak drzwi biura się otwierają a jeden ze strażników
wprowadza skutego, wysokiego chłopaka. Chyba pierwsze na co zwróciłam uwagę
w jego wyglądzie to wielkie, mocno zielone oczy i długie, gęste
rzęsy zupełnie jak u dziewczyny. W połączeniu z bardzo jasną cerą
i ciemnymi kręconymi włosami związanymi w kucyk dawały porażający
efekt. Ale najbardziej chyba spodobał mi się mały pajączek który był wytatuowany tuż pod jego lewym okiem.
-Niezły...-Mruknęła Mia przysuwając się do mnie.
-Powiedziałabym
nawet że lepiej niż niezły...-Szepnęłam uważając, żeby Cami nie
słyszał.
-Zawiodę
was obie, moje drogie, gdyż on jest gejem.-Domi stojący do tej pory z
tyłu wcisnął teraz swoją głowę między nasze.-Ale co racja, to
racja. Jest na co popatrzeć.
-Nie
przypominam sobie, żeby ostatnim razem było was tu tylu...-Odezwał
się chłopak siadając na krześle przy biurku Nelsona. Naczelnik
odprawił stojącego przy drzwiach mężczyznę i dopiero po
zamknięciu się za nim drzwi, odezwał się do szatyna.
-Kto to
jest?-Wysunął w jego stronę zdjęcie zrobione tuż po wydostaniu
Morena z szybu wentylacyjnego. Loki przyglądał się przez chwilę
fotografii i obracał w różne strony.
-To jest
trup.-Stwierdził w końcu.-Tak, zdecydowanie trup. Z której strony
by nie patrzeć. Dziwę się, że sami na to nie wpadliście.-Wzruszył
ramionami. Zarówno Mike jak i Xander przez chwilę wyglądali, jakby
zaraz mieli się roześmiać, ale obaj szybko się opanowali.
-To
akurat wiemy. Chodzi i jakieś informacje o nim...Cokolwiek, co
mogłoby się przy...
-Nie!-Zaprzeczył
szatyn stanowczo.-Ty wiesz Cami, że ja dla ciebie wszystko, ale nie
to!-Powiedział zwracając się do warkoczyka.-Chcecie współpracować,
spoko. Ale mnie do tego nie mieszajcie. Z doświadczenia wiem, że
mieszanie się do spraw agencji nigdy nie kończy się dobrze i w tej
sprawie na mnie nie liczcie.-Wyprostował się na krześle i
popatrzył na każdego z trojaczków.
-Loki...Tylko
jeden raz.-Poprosił Cam. Szatyn popatrzył na niego i założył za
ucho jeden niesforny kosmyk włosów który wysunął mu się z
kucyka. Wygądał jakby się nad czymś mocno zastanawiał aż w końcu kiwnął głową z rezygnacją.
-Jeden
raz. A potem już niczego ode mnie nie chcecie.-Powiedział twardo.
Xander pokiwał głową i pokazał mu papiery Jeana.
-Na
kiedy dasz radę to załatwić?-Spytał patrząc na chłopaka.
-Dajcie
mi dobę.
-Tylko?-Nelson
popatrzył na niego bez przekonania.
-Zasmucę was, jednak to nie jest wydawnictwo gazety lokalnej. Szybciej się
nie da.-Szatyn wstał a chwile potem został wyprowadzony przez
wezwanego zza drzwi strażnika. W biurze na dłuższą chwilę
zapadła cisza, która przerwał dopiero sam Mike.
-Myślicie, że da radę to załatwić jak trzeba?
-Uwierz
mi, że on nie takie rzeczy dla nas robił.-Szepnął tajemniczo Cam
i wstał, ziewając przeciągle.
-Chwila...Moment...To
znaczy, że musimy tu zostać całe dwadzieścia cztery godziny?-Spytał
Domi kiedy już z powrotem siedzieliśmy na dole. Obok niego Nicky
dalej spał, co chwilę mrucząc coś niezrozumiale.
-No
tak...Bo nie opłaca nam się jechać do Vegas na parę godzin, żeby
potem tu wracać.-Stwierdził Xander nie odrywając wzroku od
laptopa.-A coś się stało?
-Ty się
pytasz? Ja tu nie mam kompletnie nic! Ciuchów na przebranie,
kosmetyków, odżywki do włosów...Nawet płynu do
demakijażu!-Wyliczał na palcach.
-Przesadzasz...-Mruknął
najstarszy Parker. Mój warkoczyk od dobrej godziny spał z głową
na moich kolanach a ja zdążyłam pstryknąć mu w tym czasie już chyba z dwadzieścia fotek. Wyglądał słodko.
-Jak
przesadzam? Ty wiesz, jak ja jutro będę wyglądał?
-Dla
mnie jesteś piękny i bez makijażu...-Mruknął Nicky ziewając.
Uśmiechnął się pobłażliwie widząc niezadowolenie wypisane na
twarzy Domeina.
-Po
skończeniu sprawy z Marshalem i tak będziesz musiał odstawić
lakier do paznokci na bok...-Spojrzał na niego Robert myjąc swój
kubek po kawie.-W więzieniu takie rzeczy są zabronione.
-No
dobrze...Ale teraz jeszcze mogę sobie na to pozwolić i umrę, jeśli
wieczorem nie będę miał swoich kremów.
-Och...Bracie...Wiedz,
że będę przy tobie w tych ostatnich godzinach...-Xander wychylił
się zza laptopa i pokiwał głową ze zrozumieniem. Tyson nie
wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem a Domi tylko wypiął język
starszemu bratu i wyszedł udając obrażonego. Popatrzyłam na Cama
który wyglądał słodko z ręką ułożoną pod głową i
trzasnęłam mu dwudziestą pierwszą fotkę. Przynajmniej będę miała jakąś pamiątkę, jak już mi go zabiorą.
Śmiało, możecie mnie zjechać, ze rozdział do kitu, ale pocieszę was...ja to wiem. Ostatnio w ogóle nie jestem zadowolona z tego co piszę może dlatego, że wcześniej pisałam rozdział 2 tygodnie przed jego publikacją i miałam czas na ewentualne poprawki a teraz pisze go jednego dnia a drugiego już dodaję i wiem tylko, ze tak dalej być nie może.I nie wiem, kiedy znajdę chwilę żeby coś wyskubać, ale się postaram. Za wszelkie błędy przepraszam. Nie u wszystkich jeszcze nadrobiłam zaległości, ale jeszcze dzisiaj się tym zajmę. Ściskam :*
